Pomyślałam dziś, że kolejne marzenie do spełnienia zaczyna być we mnie i w otoczeniu artykułowane. W sensie głośno mówione.
Chcę mieć dom. Nie wiem jeszcze czy taki do mieszkania na co dzień. mamy już mieszkanie, docelowe, urządzone, zrobione, wymuskane. Od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie takie siedlisko - kupić gdzieś za miastem - niedaleko, żeby nie było sensu wracać na noc do domu ale też nie za daleko, aby na dojazd nie tracić zbyt wiele czasu.
Ma być tam coś do mieszkania - w sensie dom, domek, altanka - coś, żeby od razu (niezależnie od stanu tego czegoś) można tam nocować.
Zdaje mi się, ze to by wystarczyło.
Lubię wymyślać urządzać... zajęłam się trochę decoupagem. Planuję wyjąć maszynę do szycia.
marzę o domku. Może być nad jeziorem - jak chce mój mąż. Może być w lecie (chociaż tak naprawdę, to Mąż rację ma - bałabym się tam być).
I aby było co robić - w sensie urządzania, ulepszania, usprawniania.
Ponieważ dzisiaj widziałam kilka fajnych rzeczy, to moja wyobraźnia zaczyna pracować. i wiem już - chcę mieć dom. domek. siedlisko. Na swojsko (chociaż nigdy przenigdy tak nie lubiłam)
Chyba się starzeję.